Tośmy sobie pożeglowali 🙂 Na początku myślalem, że trochę nas wytarmosi – wiało tak, że na Lasera bez pianki (tzn sporej szansy na znalezienie się w wodzie) bym nie wchodził – a okazało się, że Mirror dzielnie znosi mocniejsze podmuchy, a jednocześnie jak wiatr siada nie zamula zbytnio.
Przeżyliśmy „atak” drona. Jakaś ekipa filmowa nagrywała coś na lądzie, a póżniej odpalili drona i dość długo się krecili w koło nas. Szukam teraz w Internecie, bo odjechali nim wróciliśmy do brzegu, żeby zapytac co i kto.













